Tysiąc letni bushcraft?

Któż z nas czytając Nessmuka lub Wagnera nie pragnął poczuć się jak oni? Wyruszyć w knieje bez elektroniki i plastiku zostawiając za sobą bagaż cywilizacji i związanych z nią problemów. A gdyby pójść jeszcze krok dalej? Poczuć się jak Duńczyk, Norweg bądź Słowianin? Przywdziać drapiącą wełnianą tunikę, opasać się skórzanym pasem, u którego wisi saks, a może nawet twój miecz. Przechodzić dziesiątki kilometrów w ręcznie szytych skórzanych butach z epoki. Nieść plecak ramowy ze zwiniętymi skórami i innymi rzeczami obozowymi, które są ciężkie, ale tak realne i problematyczne jak tysiąc lat temu.

Na pewno nie jest to najłatwiejsza droga jaką możemy obrać, jednak to właśnie te niewygody pozwalają nam lepiej poczuć klimat tamtych minionych dni. W erze ultralightu i coraz większej ilości gadżetów mających ułatwiać obozowanie coraz bardziej ogarniających świat buschcraftu takie podejście może być niezrozumiałe. W końcu po co się męczyć, nosić ciężkie plecaki czy lniane worki, skoro wygodny dopasowany górski plecak możemy kupić za nieduże pieniądze w niemal każdym sklepie turystycznym?

Sens tkwi w chęci rekonstrukcji historii i doświadczeń naszej wybranej epoki. Tak jak bushcraft łączy wiele umiejętności survivalowych tak rekonstrukcja i dawny styl życia wiąże się z puszczaństwem 😉

Jak to właściwie wygląda?

Zacznijmy od niezbędnego elementu wyposażenia każdego kto chce obozować. Nóż. Chyba bezdyskusyjnie najpopularniejszym ostrzem jest mora. Na każdym forum znajdziemy setki porad “kup more”. Sam mam w swojej kolekcji 2 takie noże. Mają wiele zalet takich jak odporność na rdze, łatwość konserwacji (w przypadku stali nierdzewnej jest ona jeszcze bardziej ograniczona), a gdy się zniszczy za paręnaście złotych możemy nabyć nową. Natomiast noże do rekonstrukcji są wykonane w inny sposób. Dzięki ręcznemu kuciu przez kowala każde ostrze jest inne, ma swoją duszę. Nie znajdziemy tu ergonomicznych uchwytów z tworzywa sztucznego, znajdziemy tutaj stal oprawioną w naturalne materiały, bazującą na znaleziskach archeologicznych. Rękojeści wykonane są z drewna lub rzadziej z rogu czy kości. Przez to ostrze wymaga więcej troski, trzeba zwracać uwagę czy nie ma ono zbytniego kontaktu z wodą. Jednak dobrze wykonane ostrze przy prawidłowej konserwacji będzie nam służyło latami. Często pochwy takich ostrzy wykonujemy sami ze skóry. To wszystko sprawia, że taki nóż ma swój własny charakter.

A co z drewnem na ognisko, z którym nie poradzi sobie nóż? Jako że zbliża się wiosna niedługo na forach zaczną pojawiać się posty “pss… piła z lidla wróciła’’. W końcu kim byłby rycerz bez miecza, żołnierz bez karabinu, a bushcrafter bez piły z Lidla i mory? W IX wieku nie mieli tego typu wspaniałych wynalazków, dlatego musimy radzić sobie ręcznie kutymi siekierkami.

Coraz popularniejsze staje się rozpalanie ognia przy pomocy krzesiwa magnezjowego. Są tanie, lecz spora część ludzi obawia się czy za każdym razem uda się złapać iskrę. W rekonstrukcji również używamy krzesiwa, ale kowalskiego. Są to krzesiwa kute, czyli w zasadzie kawałek wysokowęglowej stali, w który uderzamy krzemieniem. Jest to o tyle trudne, że zamiast widowiskowego snopu iskier znanego z nowoczesnego krzesiwa mamy ich tylko kilka. W związku z tym musimy używać innej rozpałki. Można zapomnieć o łapaniu iskry na korę brzozy (można próbować, lecz będzie to piekielnie trudne wyzwanie). Czego więc używamy? Najczęściej idziemy na kompromis między zgodnością historyczną, a wygodą i używamy zwęglonej bawełny, która łatwo łapie iskrę i długo się tli (bardziej historycznym rozwiązaniem by był zwęglony len, bądź spreparowana huba). Jednak w IX wieku nie dysponowano bawełną, a len był zbyt cenny aby tak go marnować. Można więc używać hubki wykonanej z grzyba o tej samej nazwie. Jednak w tym przypadku jej pozyskanie jest o wiele bardziej pracochłonne i trudniej się jej używa. Aby chronić naszą rozpałkę przed wilgocią przechowujemy ją w specjalnie impregnowanych skórzanych woreczkach. Do rozdmuchania hubki (przy czym czasem naprawdę potrafi rozboleć głowa) używamy suchej trawy, kory brzozowej lub kory jałowca.

Zazwyczaj każdy z nas wychodzi do lasów w poliestrowych bluzkach, kurtach i butach trekkingowych. Ubiór osoby, która odtwarza epokę wczesnego średniowiecza jest z goła inny niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Krój ubrań oraz ich ostateczny wygląd definiują znaleziska archeologiczne lub ikonografie z epoki. W najgorszym przypadku są to rzeczy nawiązujące do znalezisk, ale wciąż oparte na przeszłości. Każda część odzieży jest szyta ręcznie, wykończona we właściwy sposób. Tkaniny dominujące tysiąc lat temu to czysta wełna, rzadziej len, pokrzywa, a nawet niekiedy jedwab więc i z takich materiałów rekoni noszą odzież. Wełna grzeje, wełna nasiąka wodą, lecz nawet wtedy nie traci swoich właściwości termicznych. Pokochałem naturalne materiały właśnie dzięki rekonstrukcji i nie planuję wrócić do wielowarstwowych kurtek i spodni szytych ze sztucznych materiałów.

Skoro mowa o ubiorze – wiadomo, że ten niszczy się podczas wypraw i transportu. Jednak nie mniej istotna jest konserwacja ubrań poza wyjazdami. Nie jest to temat bardzo popularny w środowisku rekonstruktorów, jednak pojawia się on dość regularnie. Można trafić na opinie odżegnujące się od prania rekonstrukcyjnej szafy nowoczesnymi środkami i metodami (osobiście także jestem zwolennikiem prania ręcznego – pralka bardzo niszczy średniowieczną garderobę). Kto nie ma ochoty stosować płynów i proszków do prania, temu z pomocą przychodzi saponaria officinalis – mydlnica lekarska, roślina stosowana do prania i mycia od setek lat. Odwar z jej korzeni może doskonale zastąpić środki myjące i piorące, a dodatkowo nie uczula. Ponadto wydziela przyjemny, naturalny zapach.

Poza sezonem trzeba również jakoś przechowywać ubiór. Bardzo dużym problemem mogą okazać się mole włosienniczki, czyli po prostu mole odzieżowe, doskonale znane szkodniki. Potrafią one uszkodzić nawet najlepiej zabezpieczony stos średniowiecznych ubrań. Można im przeciwdziałać okadzając ubrania dymem z ogniska, co jednak wyklucza ich pranie. Alternatywą może być przetrzymanie rozwieszonych sztuk – oczywiście suchej – odzieży w temperaturze poniżej zera (najlepiej przez całą dobę) – mróz zabija tak larwy, jak i jaja moli.

Zapytacie, ale jak się obozuje?

Tysiąc lat temu do zapewnienia sobie schronienia w terenie używano ciężkich namiotów z zaimpregnowanego płótna, a nie jak dziś sztucznych tarpów bądź samo rozkładających się namiotów. Historyczne namioty mają określoną budowę, wymagają drewnianych stelaży oraz czasochłonnego rozstawiania. W dzisiejszych realiach najczęściej obozujemy na wielkich imprezach, gdzie setkami przyjeżdżają rekonstruktorzy. Przypomina to wielki obóz wojskowy. Wewnątrz namiotów pozwalamy sobie na nieścisłości historyczne, lecz poza nim nie ma mowy o straszeniu plastikowymi torbami i jedzeniem w paczkach. Wewnątrz możemy korzystać ze zwyczajnych śpiworów chociażby z Decathlonu. Poza namiotami natomiast żyjemy zgodnie z realiami epoki. Gotujemy na kutych garach, używamy drewnianych naczyń, jemy tradycyjne jedzenie, biesiadujemy i walczymy ku czci Bogów.

Poza masowymi wyjazdami chętnie również uciekamy w lokalną dzicz. Organizujemy przemarsze w historycznych strojach z dawnym ekwipunkiem, a nawet obozujemy w terenie od a do z historycznie, włącznie z posłaniem. Właśnie na takim przemarszu miałem okazję spotkać Administratora Bushcraft Poland, który zrobił nam zdjęcie. Gdyby nie to przypadkowe spotkanie, prawdopodobnie nie czytalibyście tego artykułu 😉

Jak widzicie rekonstrukcja historyczna oraz bushcraft mają wspólne elementy, które tak naprawdę istniały od początku ludzkości i zawsze będą istnieć. Śmiem twierdzić, że rekonstrukcja to tradycyjny bushcraft tylko z dużo starszą metryką niż zazwyczaj go kojarzymy. Mam nadzieję, że tym artykułem przybliżyłem wam świat rekonstrukcji 🔥

Artykuł został napisany przez członków grupy rekonstrukcyjnej Verthandi Vilja z Łodzi.

Nasza strona na facebooku: https://www.facebook.com/VerthandiVilja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *