Biedofilizaty. Czyli domowa, suszona żywność

Prowiant na wędrówki górskie te jednodniowe, jak i na dłuższe biwaki zawsze mnie intrygował. Z jednej strony chciałem dobrze, smacznie i do syta zjeść, a z drugiej zależało mi na niskiej wadze całego zestawu. Szukałem, szukałem i w końcu na coś wpadłem.

Możliwe sposoby przygotowania

Z tego, co zdążyłem zauważyć, to sposobów suszenia jedzenia i przygotowania porcji jest kilka. Pierwszy to suszenie każdego składnika osobno, następnie proporcjonalnie pakowanie wszystkiego do strunowych opakowań w formę gotowego posiłku – na przykład obiadu. Kolejny sposób zakłada łączenie produktów pozbawionych wody (tj. makaron, ryż, kasze itp.) z produktami już wcześniej wysuszonymi przy pomocy popularnej suszarki do grzybów i pakowanie w porcje. Trzeci, mój faworyt – przygotowanie całego obiadu na patelni i następne jego wysuszenie. Ten ostatni sposób wydał mi się najwygodniejszy i jest najprostszym sposobem oszacowania wielkości przyszłej porcji.

Przygotowanie i realizacja

Cały proces nie był skomplikowany i wystarczyło kilka przeczytanych tekstów i obejrzanych filmików. Reszta to nauka na własnych błędach. Zacząłem od wybrania przepisu. Miało być smaczne, ale jednocześnie chciałem zadbać o spełnienie zapotrzebowania kalorycznego.
Padło na Chili con carne – pyszne, sycące, proste w przygotowaniu (to był klucz do wszystkiego, żeby całość nie pochłaniała zbyt wiele czasu). Do mięsa nie dodałem oleju. W trakcie suszenia się go nie pozbędziemy, a potem może tylko zjełczeć i wszystko zepsuć. Kiedy wszystko na patelni było już prawie gotowe, podkręciłem gaz, żeby zredukować ilość wody.
W międzyczasie przygotowywałem suszarkę. Na każdym z pięter ułożyłem papier do pieczenia, który nie przylegał zbyt dokładnie do ścianek, aby nie blokować przepływu gorącego powietrza. Papier także zabezpieczał Chilli przed ściekaniem w dół suszarki. Po odparowaniu części wody z jedzenia zabrałem się za równomierne rozkładanie posiłku na piętrach suszarki tak, aby nie był zbyt zbity i pozbawiony miejsca na przyszłe przewracanie na drugą stronę. Po ułożeniu nastawiłem temperaturę suszenia na 70 stopni i czas na 12 godzin. Podczas suszenia mniej więcej co godzinę żonglowałem ułożeniem pięter względem źródła gorącego powietrza (mam suszarkę z dolnym nawiewem).

Z początku po upływie czterech godzin obróciłem jedzenie na pięterkach, delikatnie je pokruszyłem i rozdzieliłem tak, aby mogło dokładnie się wysuszyć. Na jakiś czas przed końcem wszystko jeszcze raz dokładnie wymieszałem. Po 12 godzinach sprawdziłem, czy wszystko dokładnie się wysuszyło i chyba było wszystko okej, ale dla pewności dodałem jeszcze dwie godziny… Ponownie sprawdziłem i wszystko było suche na wiór, a jednocześnie nadal smaczne. Łącznie suszyłem 14 godzin, bez przerw.

Testy w terenie

Niestety z uwagi na brak dokładnej wagi na dzień przygotowywania jedzenia, nie wiem jaka była wyjściowa waga posiłku, ale po wysuszeniu ta spadła do 0.364kg. Całe danie podzieliłem na dwie porcje i zamknąłem w woreczkach strunowych – w każdym po 0.182kg. Każda część to jeden pełnowartościowy obiad zawierający około 700-800 kcal (po dodaniu większej ilości oliwy kalorie oczywiście idą do góry).

Pierwszy test w terenie i próby oszacowania ile potrzeba wody do przywrócenia poprzedniej konsystencji poszły szybko i bez większych problemów. Wlałem trochę oliwy do garnka, dodałem porcję i zalałem wodą lekko ponad poziom jedzenia. Następnie gotowałem wszystko na małym ogniu pod przykryciem przez około 10-15min. Po tym czasie większość składników była miękka i możliwa do spożycia. Niektóre nigdy nie powrócą do pierwotnego wizualnego stanu, a ich konsystencja będzie się różnić od tej spotykanej na co dzień. Czas gotowania jest uzależniony od wielkości poszczególnych składników.

Wnioski i spostrzeżenia

Jakieś wnioski? Jestem bardzo zadowolony. Waga jest znikoma, a suszyłem różne rzeczy (śniadania, obiady i kolacje na cztery dni ważyły około 1.7 kg). Proces jest banalnie prosty. Wymaga jedynie suszarki do żywności albo piekarnika – ja wolałem pierwszą opcję. Nie wiem jak z czasem zdatności do spożycia, ale ostatnio zjadłem spaghetti suszone 10 września i nadal smakowało dobrze.

Mam pomysł na kolejne wpisy na temat jedzenia w terenie, jednak następnym razem będzie więcej opisów gramatury ze względu na zakupioną wagę elektroniczną. Jedzenie w terenie bardzo mnie ciekawi i chętnie będę się dzielił z Wami moimi doświadczeniami. Peace!

Autorem artykułu jest Dawid Paszyna – członek społeczności Bushcraft Poland, który pierwotnie zamieścił powyższy tekst na naszej grupie na Facebooku. Jeśli chcesz zobaczyć ten oraz inne pokrewne artykuły – dołącz do naszej grupy! A jeśli jesteś zainteresowany publikowaniem własnych artykułów na naszej stronie – zapraszamy do kontaktu 🙂

3 thoughts on “Biedofilizaty. Czyli domowa, suszona żywność”

  1. Piotr pisze:

    Z kiedy jest ten artykuł faktycznie? Na prawdę z 23 marca? Intryguje mnie ta informacja o zjedzeniu suszonego spaghetti z 10 września…??!! 😉

    1. admin pisze:

      Tekst powstał na naszej grupie Bushcraft Poland, a następnie po pewnym czasie został udostępniony tutaj, stąd pojawia się taka zbieżność dat 🙂

  2. Inżynier pisze:

    Jedzenie suszone na 4 dni ważyło 1,7 kg, czyli dziennie to wychodzi 1700/4= 425 g a kaloryczność dzienna (przyjmijmy 4 kcal/g dla suszonej żywności) wynosi 1700 kcal/dzień, co wydaje się dietą głodową. Zapotrzebowanie człowieka wykonującego pracę biurową wynosi 2200-2500 kcal/dzień a wędrującego turysty z plecakiem około 3500 kcal/dzień. Czyli żywność suszona w ilości ~400 g/dzień zapewnia mniej niż połowę zapotrzebowania kalorycznego. To jak to jest naprawdę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *